Spray był naszym pierwszym startupem w Dolinie Krzemowej. Jednym z pierwszych inwestorów był co-founder Netflixa. Jednak startup nie poszedł po naszej myśli. Co się stało?

Spray miał na celu umożliwiać bezpieczną komunikację z ludźmi w bliskim otoczeniu, np. na tej samej ulicy, w kawiarni, na lotnisku, w szkole, w sąsiedztwie. Nadawca wysyłał masową wiadomość do wszystkich w pobliżu (nie widział profili odbiorców, widział tylko ich ilość) i odpowiedzi przychodziły jako prywatny czat. Chodziło o przełamanie bariery, o zapytanie o poradę, pomoc, a czasem zabicie czasu. Ludzie wymieniali się wiadomościami na temat miejsca, kawiarni, wydarzeń za rogiem, zajęć na uczelni, umawiali się na spotkania.

Tutaj możecie obejrzeć wypowiedzi studentów z San Jose State University.

A tu recenzja Spray na MyApple.pl :)

Ponieważ wiadomości trafiały do osób w naprawdę bliskim otoczeniu, zwiększało to też poczucie bezpieczeństwa. Mi samej, w okresie, w którym Spray z powodzeniem działał na terenie San Francisco i Doliny, apka przydała się wielokrotnie.

Jednak startup nie przetrwał. Do dziś dostajemy pytania o to, co się stało. Ostatnio Facebook przypomniał mi o zdjęciach sprzed 3 lat, kiedy to z podwiniętymi rękawami pracowaliśmy nad Spray w pocie czoła. Myślę, że to dobry czas by wyjaśnić, a wręcz obalić mylne pojęcie o tym, co się stało.

Zacznę od początków Spray:

Na pomysł Spray (nazwa powstała niecały rok później) wpadłam ja latem 2012 roku. Tutaj przeczytacie genezę pomysłu. Przez ponad rok czekaliśmy z Kubą, aż ktoś podobny serwis zbuduje, bo niemożliwe byłoby, żeby w ówczesnym (a nawet dzisiejszym!) świecie nie było narzędzia do sensownej (i masowej?) komunikacji z obcymi ludźmi w pobliżu. Nic takiego na rynku się nie pojawiało. W końcu uznaliśmy, że spróbujemy sami i za prace nad formowaniem tego pomysłu i pierwszym demo zabraliśmy się pod koniec 2014 roku (po ok. roku życia w Dolinie). Nie mieliśmy jeszcze pojęcia o tym, jak budować globalny startup w Dolinie. Kierowaliśmy się intuicją, którą mieliśmy wówczas wyłącznie z prowadzenia biznesu filmowego. Ja miałam wizję misji, ogólnej funkcji produktu i komunikacji marketingowej. Kuba zajął się budową prototypu. Szybko zaś uznaliśmy, że potrzebny nam ktoś, kto ma doświadczenie w zbieraniu finansowania, kwestiach prawnych, patentach i ogólnie mówiąc – Business Development. Na jednej z imprez w Dolinie poznaliśmy taką osobę, która właśnie była z kolejną wizytą z Polski i która wydawała się spełniać braki, o które nam chodziło. Nie zastanawiając się długo zaproponowaliśmy dołączenie do spółki.

Po 2 miesiącach wszyscy już pracowaliśmy razem w Dolinie, wymyśliliśmy nazwę i budowaliśmy produkt, strategię i tworzyliśmy prezentację do inwestorów. Ileż to było tygodni i nocy intensywnej pracy! Było to wyczerpujące, ale jakże miłe, że Spray budził zainteresowanie niemalże każdego. Nie trudno było już wtedy oczyma wyobraźni widzieć te miliony osób instalujące apkę w ciągu pierwszych tygodni… nuta kontrowersji, prasa, inwestorzy ustawiający się w kolejce. Nic, tylko zbudować produkt.

Może i były to utopijne marzenia, ale jako pierwszy w Spray zainwestował co-founder Netflixa! Pękaliśmy z dumy. Tak samo jak z tego powodu, że byliśmy zapraszani na spotkania z inwestorami z wyższej półki, którzy inwestują w spółki na dużo dalszym etapie. Dolina, nasze początki, praktycznie bez kontaktów, a tu zewsząd gratulacje, wizje drugiego Facebooka, itd.

Pierwsze pieniądze zebrane, minimalne pensje na skromne przeżycie, ja i Kuba rzuciliśmy naszą karierę w produkcji reklam i oboje na 10000% poświęciliśmy się Spray.

Ale niestety jak wiadomo, samą dumą firmy się nie zbuduje. Przede wszystkim, żeby mieć szanse na sukces, ba! na choćby początkowy wzrost, musi być solidny zespół założycieli. Wszyscy muszą grać do jednej bramki, muszą się rozumieć i szanować. Wystarczy, że jedna osoba zaczyna działać wyłącznie na swoją korzyść i startupu zaraz nie ma. Niby nie zawsze, ale im wcześniejszy etap i mniejszy zespół, tym spółka jest bardziej podatna na wstrząsy.

Tym samym lekcja…

…której nauczenie się zajęło nam jeszcze potem kilka lat i kilka kolejnych poparzeń: Jeśli na samym początku coś nie gra w potencjalnej współpracy, nawet drobne rzeczy ale powtarzalne, to nie wolno tego ignorować. Naturalne jest, że szukamy usprawiedliwień, nie chcemy analizować, dyskutować, zmieniać, zabezpieczać, chcemy iść dalej, budować, rosnąć, zarabiać, a reszta jakoś się ułoży. Nie. Nie ułoży się. Będzie tylko gorzej. Sprawdziliśmy to na sobie trzykronie w USA. A naprawdę, wolelibyśmy uczyć się na cudzych błędach.

No i tak to przy świetnych rokowaniach na zewnątrz, wszystko psuło się od środka. Na wiele z tych rzeczy przymykaliśmy oko. Z przykładów, to już na samym początku zgodziliśmy się na niesprawiedliwy podział udziałów (traktujący mnie i Kubę jako jedną osobę bo ‘jesteśmy małżeństwem i mamy wspólny interes’), ciągłe roszady udziałowe, stałe spóźnienia lub niepojawianie się na spotkania (co na długą metę hamuje rozwój), stworzenie nieprawdziwej historii powstania pomysłu i odbieranie nam tego w prasie, książkach i środowisku, oraz (!) głosy z Polski ostrzegające nas przed rzeczonym wspólnikiem. To na dobry początek, bo gdy Spray wszedł na rynek i zaczął się prawdziwy zapierdziel, to niestety dopiero wtedy miarka się przebrała.

Do naszego amerykańskiego zespołu dołączył pracownik – czwarta osoba – ‘gwiazda’ znanego japońskiego producenta telefonów, która, a raczej który, miał korzystając ze swoich światowych kontaktów zbudować partnerstwa z solidnymi markami. Osoba ta zaś zamiast tym, skutecznie zajmowała się PRem na swój temat i podważaniem mojego i Kuby autorytetu. Dobrze mu szło zważywszy, że miał tylko jedno-osobową widownię. Nie minęło kilka tygodni, gdy po roszadach w zarządzie mających na celu wykluczenie mnie albo Kuby – pod pretekstem, że któremuś inwestorowi by nie pasowało małżeństwo w zarządzie – i dodaniu kolejnej osoby, druga część zespołu uznała, że jedynie zarząd może uczestniczyć w spotkaniach na temat strategii, a więc z całych czterech osób mogą uczestniczyć w nich aż trzy, Kuba nie. Wszystkie informacje ma dostawać ode mnie po spotkaniach, jak podrzędny pracownik. Hierarchia w 4-osobowym zespole. Pukam się w głowę do dziś.

Dalej było tylko gorzej. Męczarnia, stres, napięcie. Apka świetnie przyjmowała się tam, gdzie ją zaszczepialiśmy, ale aby mieć szybki wzrost, musielibyśmy uruchomić działania marketingowe w wielu miejscach na raz. A u nas tymczasem odbywała się polityczna przepychanka. Szukaliśmy drogi by zmienić obrót spraw, ale nie mieliśmy pola manewru. Odeszliśmy ze Spray ok 2 miesiące po launchu, tj. w maju 2015 roku.

Po naszym odejściu firma dalej była utrzymywana przy życiu. Zbierała finansowanie, z jakiegoś powodu łudzili się jeszcze inwestorzy, dokładając niemałe pieniądze. Wiemy już, że mieli przedstawione kompletnie nieprawdziwe powody naszego odejścia lub jeszcze lepiej – zwolnienia, oraz niebywałą wizję na przyszłość.

Ale…

…to nie koniec! W ciągu 2 lat od naszego odejścia, ja przetoczyłam się przez Apple, Netflix, zaczęłam Valley Talks właśnie z pasji do odkrywania kulis budowania startupu, wróciłam do produkcji reklam, a Kuba zbudował i już sprzedał nowy startup. I to właśnie teraz, gdy już dawno zapomnieliśmy o Spray, odezwał się do nas nasz pierwszy inwestor, co-founder Netflixa, z informacją, że CEO już nie ma i z propozycją ponownego przejęcia sterów Spray.

Zamurowało nas to tak samo jak te parę lat temu gdy słyszeliśmy pierwsze wersje na temat naszego odejścia. Oczywiście fajnie jest usłyszeć, że znów zechciano nam powierzyć prowadzenie firmy. Z drugiej jednak strony, podniesienie spółki z takim bagażem jest o wiele trudniejsze, niż zaczynanie jej od nowa. Po namyśle, szczególnie mając na uwadze to, w co teraz jesteśmy zaangażowani, odmówiliśmy.

Super byłoby zobaczyć zastosowanie Spray na globalną skalę.

Nie jest to najprostszy produkt do skalowania, ale w końcu przecież przydałaby się taka aplikacja obok obecnych portali społecznościowych, która pomaga szybko, sensownie i bezpiecznie łączyć się z ludźmi wokół bez względu na to KIM są, ale dlatego, że SĄ. Snapchat być może rozwija się w tym kierunku, choć od zupełnie innej strony.

Oczywiście nie tylko problemy w zespole spowodowały, że startup się nie przetrwał. Hyper-lokalne produkty są bardzo trudne do skalowania, bo mają zastosowania w konkretnych miejscach, w dodatku nasza apka służyła do kontaktu z obcymi. Użytkownicy nie mieli naturalnego bodźca, by namawiać znajomych do jej pobrania. Błędem było niezrozumienie tego wyzwania przed launchem, a raczej, launch trzeba było potraktować jako test i na spokojnie przebudować strategię wejścia na rynek. Gdybyśmy podeszli do launchu stopniowo, wtedy inwestorzy, użytkownicy, prasa, nie mieliby jeszcze oczekiwań na szybki wzrost.

Tak więc…

…zawiodło także coś, co bardzo często ma miejsce w młodych startupach tj. szlifowanie produktu według swojej wizji i potem rzucenie go na głęboką wodę. Powinno się robić kompletnie odwrotnie, tj. zbierać zapisy potencjalnych użytkowników dużo wcześniej, wypuszczać prototypy, testować, rozmawiać z użytkownikami / klientami (akurat rozmawialiśmy dużo), obserwować, analizować dane na próbie, modyfikować produkt, przygotowywać kanały dystrybucji i dopiero ogłaszać launch. Startup jeszcze funkcjonował przez ok rok, a ponieważ z dniem odejścia przestano nas informować o tym, co działo się z firmą, to nie poznaliśmy kolejnych wniosków. O ile w ogóle… ;)

Niestety też, oboje, na bardzo wczesnym etapie życia w USA, postawiliśmy wszystko na jedną kartę. Ostro to przypłaciliśmy portfelem, czasem i zdrowiem.

Dlatego, jeśli właśnie myślicie o wspólniku, lub już go macie i nie idzie jak trzeba – nie idźcie na kompromisy. Problemy nie rozwiążą się same. I nie liczcie na to, że zbudujecie lśniący produkt i sam się na rynku przyjmie. Nawet jeśli sam Elon Musk powiedziałby Wam, że to świetny pomysł.

Silicon Valley

W 2015 roku, parę miesięcy po naszym odejściu pojawił się pierwszy sezon serialu Silicon Valley. Oglądając go, jakże nie mogłam wyjść z podziwu! W naszym Sprayowym życiu mogliśmy znaleźć tylu odpowiedników bohaterów tego serialu! Podobieństwa były jak malowane. Jak widać, nie tylko w przenośni życie scenariusze pisze.


Jeśli jeszcze nie dołączyłaś/łeś do grupy Tajniki Ameryki na Facebooku, to zrób to! Dzieją się tam naprawdę fajne, żywe dyskusje!

Related Posts