Maui. To wyspa gorąca…

Zapraszam do posłuchania naszego podcastu prosto z Maui!

Odc.10: Hawaje cz.2 – czy warto na Maui?

Maui to kolejny po Oahu popularny cel turystyczny wśród hawajskich wysp. Niektórzy wybierają Maui ze względu na luksusowe kurorty po południowo-zachodniej stronie, w Wailea, a inni kochają mokrą dżunglę na północy, wzdłuż tzw. drogi do Hana.

My wybraliśmy Airbnb z zapierającym dech w piersiach widokiem nad samym oceanem, w okolicy zatoki Maalaea (pod tym linkiem jest $40 zniżki na pierwszą jakąkolwiek rezerwację na Airbnb). Kompleks jest dość oddalony od centrum pobliskiej miejscowości Kihei (15 minut autem), zaś bliskość oceanu, szum fal i cisza wokół zdecydowanie rekompensowały odległość od turystycznych atrakcji. Cisza, ocean zaraz pod balkonem, palmy i basen tworzyły bardzo kojące otoczenie. Śniadania i kolacje na tarasie w ‘zimie’ to był sztos. W samym mieszkaniu mieliśmy mega hawajskie experience, tym bardziej, że w lokalnym stylu.

Poranki mieliśmy takie….

A wieczory takie….

Maui była drugą wyspą, którą odwiedziliśmy w czasie naszego niemalże dwutygodniowego pobytu na Hawajach. Wcześniej zawitaliśmy na Oahu, o której pisałam tutaj. Z Oahu nagraliśmy 9 odcinek naszego podcastu Tajniki Ameryki. W 10 odcinku zaś mówimy o Maui. Gorąco zapraszam!

Zobacz też: Co zobaczyć na Oahu w kilka dni? Wakacje na Hawajach cz.1

To, co dało się odczuć po przylocie z Oahu, to nieco niższe temperatury i większy wiatr. Prawdą jest, że pogoda różni się nie tylko na każdej z wysp, ale też i na poszczególnych ich wybrzeżach. Tak więc warto robić dokładne rozeznanie zanim zdecydujemy się na miejsce noclegu oraz co ze sobą zabrać. Nie zmienia to jednak faktu, że na początku grudnia na całej wyspie Maui było bardzo ciepło i przyjemnie.

Pod koniec naszego pobytu odkryliśmy w pobliżu naszego osiedla plażę uczęszczaną jedynie przez sąsiednich mieszkańców. Rewelacyjna na zachody słońca!

Droga do Hana

Zazwyczaj każdy, kto wspomina o Maui, zachwyca się drogą do miejscowości o nazwie Hana. Nie dajcie się zwieźć wrażeniu, że to spektakularna trasa do zwiedzania samochodem. Droga jest kręa i długa, ma ponad 100km ciągnących się wzdłuż północnego wybrzeża. Jednak niestety tylko na niektórych odcinkach widać ocean. Nasze kalifornijskie wybrzeże – szczególnie z odcinkiem Big Sur – kładzie samą trasę ‘Road to Hana’ na łopatki

Droga nie jest tak spektakularna, jak miejsca, które są w jej pobliżu. Jest wiele przewodników udzielających konkretnych wskazóek gdzie zatrzymać się i co zwiedzić. Na trasie nie ma zasięgu, więc musimy posiłkować się papierową mapą (vintage!) lub mapami offline w Google. Na szczęście na lotnisku i w każdym kiosku można dostać mapy Road to Hana. Nie wszystkie punkty są oczywiste i widoczne z drogi. Jeśli nastawiamy się na eksplorowanie terenu by zobaczyć wodospady czy bambusowe lasy, warto zaplanować na tę trasę cały dzień.

Przy drodze znajdziemy kilka miejsc, w których sprzedawane są świeże kokosy (koszt ok $8-$10/szt.). Są ciosane na naszych oczach. Fajny widok dla tych, którzy kupują takiego kokosa po raz pierwszy. Cieszyłam się jak dziecko!

Fajnie jest przez pierwsze kilkanaście kilometrów. Okolica jest piękna, choć w porównaniu do Oahu, to jest to bardziej wersja demo hawajskiej dżungli. Na koniec, w okolicy Hana, zbliżamy się do czarnej i czerwonej plaży, które porywają oryginalnością. Ah, i w kilku miejscach na trasie mamy szansę zwiedzić cudne lasy bambusowe.

Dużym znakiem zapytania jest powrót z Hana. Jazda tą samą, długą i bardzo krętą drogą z powrotem, może budzić nieco inne uczucie niż motyle w brzuchu ;-) Można więc zrobić coś, o czym nikt nie wspomina w przewodnikach, i wrócić dołem drogą nr. 31 i 37. Zastaniemy połacie wzgórz, rozległe łąki i pola. Może nie jest to typowy hawajski obraz, ale jeśli będziemy wracać pod wieczór, czeka nas piękny zachód słońca. My przy okazji ‘zascorowaliśmy’ dwa prawdziwe kokosy, które leżały przy drodze. Ich rozcinanie w domu to było nie lada wydarzenie! Taka prawdziwa, świeża woda kokosowa za darmo to hit.

Kihei

Miasteczko Kihei to jedno z najpopularniejszych miejsc na Maui. Ma dostęp do wielu plaż, znajduje się tam mnóstwo restauracji i hoteli. Nie jest tak ekskluzywne jak pobliska Wailea, ale w Kihei każdy znajdzie coś dla siebie. Woda przy wybrzeżu jest dość spokojna ze względu na bliskość do zatoki.

Big Beach na południu Maui

Shave Ice

W Kihei jest pełno miejsc, w których możemy kupić ‘Shave Ice’. Nie miałam zielonego pojęcia co to jest, dopóki nie spróbowałam. Podobno Hawaje słyną z shave ice. Okazał się to być lód, taki zwykły z wody – w strukturze przypominający ten ze ścianek zamrażarki – polewany syropami o różnych smakach. Całość jest finezyjnie komponowana w plastikowych rożkach lub miskach. Prestiż danego miejsca oferującego shave ice polega na jakości wody, z której jest robiony lód oraz naturalności syropów. A w tą można nieco wątpić widząc wachlarz smaków! Przyznaję, że hawajski shave ice ma swój urok i smakował mi ten przysmak na początku. Ale żeby jakoś się nim zachwycać… Eee….

Całą zabawę z zamawiania pierwszego shave ice relacjonowałam na Insta Stories. Ten stół poniżej ma dziurki, by sobie spokojnie taki plastikowy rożek wpasować i jeść patyczkiem. Ot co.

Lahaina

Kolejna popularna miejscowość na Maui to Lahaina – nieduże turystyczne miasteczko z klimatycznym centrum. Dużo restauracji, kafejek. Następnym razem chyba przyjrzymy się Lahainie jeśli chodzi o nocleg.

Maui Tropical Foundation

Piekna, tropikalna okolica, w której znajduje się restauracja z zapierającym dech w piersiach widokiem! Trafiliśmy tam około południa, gdy nie było nikogo, i czuliśmy się, jakby posadzono nas przed gigantycznym obrazem. Ten widok na żywo to totalny raj dla oczu. Jedzenie mi smakowało bardzo, Kubie tak sobie. Ja zdecydowanie polecam!

Wulkan Haleakala

Niesamowita atrakcja na Maui! Nie każdy decyduje się wjechać na szczyt tego nieczynnego wulkanu, ponieważ droga jest długa i kręta. Jednak zdecydowanie warto poświęcić jedną część dnia na tę wizytę – widoki są niesamowite! 360 stopni na szczycie Maui to jest COŚ. Można zobaczyć zarówno wschód, jak i zachód słońca, a także wnętrze krateru, które wygląda jak powierzchnia marsa. Niesamowite.

Po drodze na górę miniecie chmury. Ci, którzy mają lęk wysokości tak jak ja, niech przygotują się na mocne wrażenia. Trasa nie jest stroma, ale jadąc autem często nie widać zbocza i wygląda to tak, jakbyśmy jechali krętą drogą po niebie. Malowniczy obraz, ale ja dojechałam na górę ze łzami w oczach!

Szczyt jest na wysokości 3000m, więc nawet latem jest tam bardzo zimno. Szczególnie na poranki i wieczory trzeba być zaopatrzonym w ciepłe kurtki, termos, czapkę. My byliśmy średnio przygotowani tym razem. Nie sposób sobie wyobrazić tam na dole, przy palącym słońcu, że za godzinę na górze naprawdę daje w kość!

Polubiliśmy Maui, ale chyba Oahu na razie wygrywa pod kątem fotografii, plaż i różnorodnych widoków. Następnym razem może zostaniemy w okolicy w Lahaina. Miasteczko to zwiedziliśmy bardzo pobieżnie, a w jego pobliżu jest wiele interesujących, kojących osiedli o hawajskim, bujnym i lokalnym klimacie.

Po więcej informacji o Maui zapraszam do tego wpisu. Kopalnia wskazówek! Korzystamy właśnie z tego portalu do planowania wyprawy na Big Island – największą z hawajskich wysp, na której jest czynny wulkan. Ostatni wybuch był latem 2018, więc bardzo niedawno! Wypłynęło tyle lawy, że wdarła się do oceanu. Zobaczymy ją na własne oczy, nie mogę się doczekać!


Jesteś ciekaw/a, jak żyje się w Stanach i jakie panują tutaj niuanse? Chcesz poznać nie tylko mój punkt widzenia, ale i Kuby??? Subskrybuj nasz cotygodniowy podcast Tajniki Ameryki!

Na moim Instagramie znajdziesz zarówno zdjęcia prosto z USA jak i codzienne Insta Stories!

Jeśli interesują Cię amerykańskie niuanse i planujesz pierwszą podróż do USA lub nawet przeprowadzkę, pobierz mojego e-booka Tajniki Ameryki, w którym znajdziesz zbiór złotych porad o tym, jak stawiać pierwsze kroki w USA.

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś/łaś to dołącz także do naszej super aktywnej i prężnej grupy Tajniki Ameryki na Facebooku!

Podobne Posty