Yosemite to jeden z najpopularniejszych i najpiękniejszych parków narodowych w USA. Robi wrażenie zarówno w wersji chill, tj. zwiedzając go autem, jak i tej ekstremalnej – wspinając się na potężne skały Half Dome lub El Capitan. Ten kultowy park to oczywiście raj w świecie wspinaczek i szlaków górskich.

Mamy to mega szczęście, że do Doliny Yosemite mamy 4h jazdy samochodem. Park odwiedziłam już dobre kilka razy. Wielokrotnie wspominałam o nim ba blogu, odniesienia znajdziecie tutaj.

Zobacz też: Weekend w Yosemite z time-lapsem gwiazd!

Zobacz też: Yosemite – Dolina Śmierci – Zion – Bryce Canyon – Lake Mead – Galeria Zdjęć!

Tym razem zaplanowaliśmy wypad do Yosemite pod kątem typowo wyczynowym, tj. z zamiarem wejścia na Glacier Point – słynny punkt widokowy w Yosemite na wysokości 2,200m n.p.m i ok 1000m nad Doliną Yosemite, w której są parkingi, hotele, basen i kultowa pizzeria w Curry Village.

Jeśli by nam sił starczyło, to zejśc planowaliśmy szlakiem Panorama Trail a dalej Mist Trail przez wodospady. Całą tę trasę 17km Kuba zrobił ze swoim bratem w 2004 roku! Marzyło mu się to powtórzyć. Do wszystkich szlaków w USA polecam skorzystanie z aplikacji All Trail, która dokładnie pozwala nam prześledzić trasę, czas trwania, dojazd, komentarze.

Najkrótszy i najbardziej popularny szlak na Glacier Point nazywa się Four Mile Trail – 7,5km (4,6 milowy) w jedną stronę. Jest to niby tylko 1000m wzniesienia, ale szlak jest całkiem stromy i bardzo zygzakowaty. Dla amatorów takich jak ja naprawdę daję wycisk szczególnie na uda!

Najlepiej oczywiście wyruszyć rano. Wejście na górę z licznymi przystankami (łącznie ok 30min) zajęło nam 3h 20min. Tutaj możecie zobaczyć zapis naszej trasy.

Szlak jest przepiękny. Wchodzi się de facto wzdłuż zalesionej ściany, więc mamy stale przepiekną przestrzeń i widoki na dolinę oraz – wiosną i wczesnym latem – widok na wodospady Upper i Lower Yosemite. Jest wręcz surrealistycznie, pięknie choć oczywiście ciężko. Ważne jest, by wziąć ze sobą dużo wody, bo to podejście wyciska siódme poty! Warto też zaopatrzyć się w jedzenie, szczególnie, jeśli planujemy pieszy powrót… lub nawet gdy go nie planujemy ;)

My wzięliśmy ze sobą 6 małych butelek wody, które spokojnie nam wystarczyły, kilka kanapek, orzeszki i suszone owoce. Ewentualnie na szczycie można zaopatrzyć się w kolejny prowiant. Czapka z daszkiem, wygodne spodenki i buty najlepiej hikingowe. Buty miałam super, ale jednak sztywny czubek dał popalić palcom u stóp. Moje nowe odkrycie wspinaczkowe to koszula! Idealna alternatywa latem dla cięższej i grubszej bluzy.

Mimo, że była to czerwcowa sobota, nie było specjalnego tłumu na tym szlaku. Było trochę ludzi, ale większość czasu szliśmy sami. Jedna z pamiętnych scen to taka, gdy idąc w górę mijaliśmy pierwszą osobę schodzącą w dół. Szliśmy już dość długo i marzyliśmy o szczycie. Wiedziałam, że już musimy być niedaleko i jednocześnie współczułam turyście, że ma jeszcze tyle schodzenia. Zapytałam, czy mamy jeszcze daleko do końca. Pan z podziwem odpowiedział, że jesteśmy gdzieś w połowie. WHAAAAAT????? Ee, na pewno się myli – wmawiałam sobie z pewnością taką, jakbym naprawdę miała zdolność zakrzywiania czasoprzestrzeni.
Oczywiście miał rację.

No więc po 3,5h mordowni pod górę nagradzani zostajemy zapierającą dech w piersiach panoramą Half Dome i satysfakcją zdobycia Glacier Point na pieszo!

Często widać ludzi wchodzących na czubek tej skały. Przecież to trzeba nie mieć w ogóle wyobraźni. Nie, dziękuję.

Ze względu na moje bolące stopy, zdecydowaliśmy się zadać kres wysiłkowi i odpusić resztę trasy tego dnia. Przełożyliśmy ją na kolejny dzień, a póki co stwierdziliśmy, że wrócimy autobusem do wioski.

I tu zaczęła się impreza. Autobusy co prawda krążyły, ale były to bardziej autokary wycieczkowe i mogliśmy jedynie liczyć na opcje dołączenia do wycieczki. Koszt to bagatela $26 od osoby, o którym po ok 2-godzinnym czekaniu na autokar, poinformowała nas odwrócona tyłem i obrażona pani kierowca. Jak na 2200m przystało, nie mieliśmy przy sobie tyle gotówki i jedyne, co usłyszeliśmy, to to, że jedno z nas może zjechać, wziąć samochód i przyjechać po drugie! Po czym nie czekając nawet na odpowiedź wyciągnęła rękę po owe $26. Z tak żałosnym traktowaniem w USA dawno się nie spotkaliśmy. Na nic się zdały pytania o możliwość zapłacenia po zjeździe na dół.

Zrobiła się 16:00, pozostało nam próbowanie złapania stopa na dół. Przygotowaliśmy piękny napis i… GUZIK, nikt nas nie wziął przez ok godzinę!

Poczekaliśmy do 17:00 i cóż, została tylko jedna, ta ‘nie do pomyślenia’ opcja – marsz z powrotem tym samym szlakiem na dół! I wtedy przypominała mi się owa myśl z wchodzenia na górę, kiedy to mijaliśmy turystę w połowie drogi. Współczułam mu, że ma jeszcze TYYYYLE krętej drogi na dół. I oto my 3 godzinki po wejściu schodzimy całym szlakiem z powrotem na dół :D O losie.

Jak widać późnym popołudniem zmienia się diametralnie padanie promieni słonecznych i widok z 4 Mile Trail robi się znacznie mniej kontrastowy. Fajnie, że krajobraz zmienił się odrobinę mimo, że wracaliśmy dokładnie tą samą trasą tego samego dnia.

Niektóre odcinki naprawdę testowały moje nerwy przy moim lęku wysokości. Ale dałam radę. Z dziećmi nie ma opcji. Dorośli muszą momentami uważać.

Finalnie zatem udało nam udało się (podwójnie) zrobić tylko tą pierwszą część z planowanej trasy – 7,5km wejście na Glacier Point i z powrotem. Jeszcze może w tym sezonie zrealizujemy zejście szlakami Panorama Trail i Mist Trail, choć najlepiej jest to zrobić wiosną i wczesnym latem, gdy są największe wodospady!

Jeśli wybieracie się do Yosemite, to tym o w miarę dobrej kondycji gorąco polecam 4 Mile Trail. Widoki przepiękne!

Do spania polecam gorąco nasz ulubiony motel – Yosemite View Lodge w El Portal. Jest to najbliżej położona miejscowość przed wjazdem do Doliny Yosemite. Motel jest stosunkowo niedrogi biorąc pod uwagę położenie i ceny hoteli w samej dolinie. Można też wynająć duże, stacjonarne namioty w Curry Village, choć wszystkie rezerwacje w dolinie trzeba robić z bardzo dużym wyprzedzeniem.

W El Portal jest całkiem duża dostępność pokoi na kilka tygodni przed planowanym terminem. My robimy większość wyjazdów spontanicznie, więc ta miejscówka idealnie nam pasuje. To, co uwielbiamy najbardziej w Yosemite View Lodge, to położenie nad samą rzeką. Gdy spaliśmy tam za pierwszym razem, trafiliśmy do pokoju nocą. Po otwarciu drzwi balkonowych nie mieliśmy pojęcia, co tak huczy! Myśleliśmy, że to może jakiś gigantyczny klimatyzator. Ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu, była to rwąca rzeka tuż pod naszym balkonem. Klimat niesamowity! Do tego wszystkie pokoje mają małe kuchenki, palniki, talerze, sztućce, a nawet kieliszki do wina. A tym razem dostaliśmy upgrade do większego pokoju z jacuzzi przy balkonie. Ciepła kąpiel przy dźwiękach szumiącej rzeki… to było coś pięknego. Bajka!


Jeśli interesują Cię amerykańskie niuanse i planujesz pierwszą podróż do USA lub nawet przeprowadzkę, zapraszm Cię do pobrania mojego e-booka Tajniki Ameryki, w którym znajdziesz zbiór złotych porad o tym, jak stawiać pierwsze kroki w USA!

Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś/łaś to dołącz także do naszej super aktywnej i prężnej grupy Tajniki Ameryki na Facebooku!

Related Posts