Back in Warsaw – Nasze Wrażenia

W Polsce nie byliśmy 1,5 roku. To najdłuższa przerwa, jaką mieliśmy do tej pory. Okazało się, że nawet w ciągu 1,5 roku bycia w USA można łatwo przyzwyczaić się do amerykańskiego otoczenia.

Zaraz po przylocie do USA wszystko nas dziwiło, wiele prostych rzeczy zachwycało, na każdym kroku wszystko wydawało się kompletnie inne. Jednak nawet nie zauważyliśmy kiedy wtopiliśmy się w tamten świat i wiele kwestii stało się normalnych. Mimo, że wciąż zdawaliśmy sobie sprawę z różnic, jakie są między Polską a USA, to o wielu rozbieżnościach przypominaliśmy sobie dopiero po chwili zastanowienia.

Wszystko pewnie dlatego, że mamy wrażenie jakbyśmy mieszkali w USA min. 4 lata. 3 przeprowadzki, rozkręcenie biznesu video, nowa wiza, stworzenie studia filmowego oraz nowy ekscytujący start-up. A wraz ze start-upem siedzenie po nocach i kształtowanie produktu. Wynajem kolejnego biura, tworzenie biznesplanu, tryliarda prezentacji, poszukiwanie inwestorów, zatrudnianie pierwszych nowych pracowników, a teraz przylot do Polski, gdzie tworzymy nową spółkę, która będzie zatrudniała programistów. Za chwilę nasz start-up ujrzy światło dzienne i nie mogę doczekać się, gdy będę mogła Wam go oficjalnie przedstawić!

Dziś chcę skupić się na wrażeniach, jakie kłębią nam się w głowach po przylocie do Polski. Przede wszystkim jak nigdy dał się nam we znaki niesamowity jet-lag. Już po paru dniach jest nieco lepiej, ale z początku było dosyć ciężko. I to nie dlatego, że nie mogliśmy wstać rano lub zasnąć wieczorem. Zasypialiśmy i wstawaliśmy bez problemu, ale spaliśmy na raty. Łapiał nas ciężki sen po południu, potem zasypialiśmy wieczorem ale znów na bardzo krótko. Budziliśmy się ok 2:00-3:00 w nocy a o 5:00 byliśmy już wyspani. Kilka dni temu na przykład zasnęłam całkiem normalnie ok 23:00 po czym obudziłam się kompletnie wyspana i ponieważ było totalnie ciemno zastanawiałam się czy to 5:00 czy (oby!) 6:00 rano. Kręciłam się chwilę i w końcu zerknęłam na zegarek. 1:30!!! O zgrozo, mój organizm potraktował nocne spanie jak popołudniową drzemkę w Kalifornii. Co ciekawe, nigdy wcześniej nie mieliśmy większych problemów z przestawieniem się na polski czas po powrocie z USA. Zawsze wydawało się to trudniejsze po przylocie do Stanów. Zobaczymy jak będzie tym razem.

Wspominałam już wielokrotnie, że nie mieliśmy typowej zimy już od 3 lat. Dlatego chyba wcale nie ubolewałam specjalnie nad tym, że przylatujemy do Polski w styczniu. Zresztą warto przypomnieć sobie jak to jest w Polsce zimą i na nowo docenić kalifornijski klimat. Podobno teraz w Dolinie San Francisco w ciągu dnia jest ok 20stC. Wspaniale! Na szczęście Warszawa przywitała nas bardzo czule, bo przez 2 dni było słońce i dodatnia temperatura. W takiej aurze miasto wyglądało super przyjemnie, tak jakby specjalnie chciało skusić nas swoimi urokami. Przyznaję, że lubimy Warszawę. Mi kojarzy się z urbanistycznym centrum, galeriami handlowymi, tramwajami, pięknym Mokotowem i przelotowymi Alejami Jerozolimskimi. Ale po przylocie po raz pierwszy naszą uwagę zwrócił duży bałagan, jaki panuje w wyglądzie ulic, zabudowań, szyldów, oznakowań. Wcześniej skupialiśmy się tylko na tych ładniejszych budynkach, które powstawały w Warszawie i cieszyliśmy oko każdym unowocześnieniem. Teraz razi totalny mix stylów i brak standardów. Obok nowoczesnego szklanego budynku stoi niski bezpłciowy sześcian. Komunistyczne zaniedbane bloki mieszkaniowe przeplatają się z nowymi fikuśnymi osiedlami. Panuje chaos reklam, ogłoszeń, tablica wisi na tablicy. W Ameryce z początku niezwykle jednolity rodzaj zabudowań wydawał nam się nudny. Teraz mamy wrażenie, że z góry narzucone surowe standardy mają swoje duże zalety.

O różnicach nt. dróg i autostrad nie muszę chyba wspominać. Powstały kolejne odcinki obwodnicy Warszawy i to jest ogromny plus, ale z kolei droga do moich rodzinnych Suwałk to nadal wolne żarty i szkoda, że całą pn-wschodnią Polskę omijają luksusy równych szerokich nawierzchni o autostradach nie wspominając.

blog_ameryka_usa_kalifornia_dolina_krzemowa_warszawa

Przy ogromnej wielokulturowości w Kalifornii tęskniłam już trochę za wyłącznie polskim otoczeniem. Rzeczywiście, cieszy mnie bardzo teraz, gdy jesteśmy w Warszawie. Ale trzeba przyznać, że jesteśmy charakterystyczni. Już na lotnisku we Frankfurcie bez problemu rozpoznaliśmy dwie Polki. Po czym? Po wyrazie twarzy. Zmarszczone brwi, zaciśnięte usta. Taki też widok dominuje na polskich ulicach. Panie mają zatroskane twarze, a Panowie idą ze spuszczoną głową patrząc pod nogi…

Koniecznie muszę nawiązać jeszcze do asortymentu w sklepach. Na największe pochwały zasługuje nasze pieczywo – raj dla podniebienia! Jak mi brakowało polskiego pieczywa! W Ameryce nie ma dobrych chlebów (lub są bardzo drogie w wybranych piekarniach). Generalnie to co jest dostępne w sklepach to gumowe bułki w każdym możliwym kształcie. Podobnie jest z nabiałem. Tęskniłam za wyborem kefirów, śmietan, serków, jogurtów. W USA są tylko olbrzymie butle mleka, kilka rodzajów jogurtów o konsystencji serka, serki do smarowania i hummus. No a szynka? W Ameryce podobnie jak z pieczywem, trzeba widzieć gdzie kupować. Szynka na ogół jest dosyć słodka i wodnista. Tęskni się za polędwicą sopocką i śląską kiełbasą. Kiedyś cieszyły nas amerykańskie markety, bo wszystko wyglądało tak pięknie. Teraz już zdecydowanie brakuje mi polskiej spożywki.

Wspomnę jeszcze o drogeriach. O wiele bardziej wolę nasze SuperPharm’y i Rossmany niż amerykańskie CVS i Wallgreens. Przyjemniej wybiera mi się spośród marek jakie są u nas popularne, mam wrażenie, że jest dużo większa różnorodność produktów w danej linii. Lubię czytać ich nazwy i zastosowanie w polskim języku. Wszystko wydaje się takie bardziej znajome, łatwiejsze do znalezienia. Na przykład odpowiedniego (nietłustego!) płynu do demakijażu naszukałam się długo w USA podczas gdy w Polsce jest ich mnóstwo na półkach.

Jest zatem wiele rzeczy, za którymi bardzo tęsknię będąc w USA, ale tak samo jest mnóstwo aspektów życia w Kalifornii, do których chcę już wrócić jak najprędzej. Nie da się mieć wszystkiego i trzeba iść na kompromisy, ale mamy cel aby tak sobie wszystko poukładać, żebyśmy mogli swobodnie spędzać trochę czasu w Polsce zawsze gdy zajdzie taka chęć i potrzeba.

Podobne Posty

6 komentarzy

  1. Dagmara

    Hi, przypadkiem trafilam na Twojego bloga, szukajac informacji o Kalifornii.Mam male pytanie.Jakiego mleczka do demakijazu uzywasz ?..w US….Mieszkam w Dallas.Pozdrawiam, Dagmara

    Odpowiedz
  2. karina

    w całym illinois jest tyle polskich sklepów ze głowa pęka wiec nie wiem jak mozna tesknić za kefirem kiedy ja w chicago mam go „pod nosem” :)

    Odpowiedz
  3. Matt

    Nie wiem jak w SFO, ale w LA jest sklep „Alpine Village”, w którym można dostać sporo dobra z Europy ;)

    Odpowiedz

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.