Viva Las Vegas! Godz. 23:30, dotarliśmy do hotelu Luxor. To hotel w kształcie piramidy z egipskimi motywami. Jak na spontanicznie rezerwowany hotel w szczycie sezonu jest ok! $218 z podatkiem i opłatami podczas gdy wszystkie wolne pokoje kosztują dziś ok $350-$400.
Wyruszyliśmy rano z Jamestown, zjedliśmy (niestety tłuste) śniadanie w Groveland i pojechaliśmy prosto do Yosemite przez Park Stanislasus. Widoki jak zwykle rewelacyjne… Mimo, że pokonywaliśmy tą trasę wielokrotnie znów nie mogłam się oprzeć fotografowaniu i mam mnóstwo zdjeć, które oddzielnie wrzucę na bloga. Po drodze szczególnie urzekł mnie widok kartonowej makiety ludzików na ganku jednego z domów w Groveland. Makiety pozdrawiają przejezdnych. Przecież to hit!
Następnie zjechaliśmy do Lone Pine, po drugiej stronie gór. Głowy nam trochę pękały gdyż w ciągu paru godzin zmienialiśmy duże wysokości. W najwyższym punkcie znajdowaliśmy się na wys. 9000 stóp, czyli ponad 3000m, po czym w szybkim tempie zjechaliśmy do Doliny Śmierci znaleźliśmy się nieco poniżej poziomu morza.
Dolina Śmierci dziś pokazała nam się z innej niż zwykle strony. Ostatnio byliśmy w Death Valley w maju tego roku – Dolina Śmierci 2015 i miejsce zdjęć do “Django” Quentina Tarantino – Galeria! Pustynia zaskoczyła nas wielką burzą piaskową, którą na szczęście mogliśmy podziwiać z odległości. Wyglądało to spektakularnie!!! Po pewnym czasie jednak zaczęła się zbliżać i trzeba było uciekać, bo wiatr i piasek zaczynały dokuczać okrutnie. Przy okazji odkryliśmy nowy rewelacyjny punkt widokowy i miejscówkę do zdjeć. Niedługo zobaczycie więcej na fotkach.
Teraz zalogowaliśmy się w hotelu, zaraz idę otrzepać się z piasku i może jeszcze małe odwiedziny w kasynie. A jutro – jeszcze nie wiemy, mamy parę ciekawych opcji w rękawie.
Aha – dzisiejszy szał publikowałam na Snapchacie, zapraszam!. Oczywiście tradycyjnie na: sylwiagorajek.
Do pózniej!
Zostaw odpowiedź