Był taki wywiad na łamach bankier.pl (a dokładniej w sekcji TamMieszkam.pl u Malwiny Wrotniak-Chałady) z Moniką Burzyńską apropo pracy w LinkedIn. Monika mieszkając już parę lat w USA podzieliła się w wywiadzie tym, że polecono ją do pracy w LinkedIn i być może to zwiększyło szanse, że ją dostała. Ileż to wywołało negatywnych komentarzy! Że poszła na łatwiznę, że po znajomości, że to i tamto. Ja wtedy byłam świeżo po wylocie z Polski. Od razu czytając wywiad wiedziałam, że Polakom się to nie spodoba. Ale też doskonale rozumiałam, dlaczego Monika o tym wspomniała. Bo w USA to normalne. Bo w USA to jest dowód na to, że znasz odpowiednich ludzi, że można na Tobie polegać, że nie jesteś z księżyca, że myślisz kreatywnie – skoro nie idziesz wyłącznie standardową ścieżką, że widocznie coś umiesz – skoro pracownik LinkedIn uważa, że warto zwrócić na Ciebie uwagę. Monika pewnie nie pamiętała, że w Polsce to wciąż (niestety) na ogół obciach. A może po prostu miała to w nosie. Odwiedziłam ją, jak pracowała w LinkedIn. Fajnie było.

Zobacz też: Dlaczego Amerykanie uwielbiają polegać na opiniach?

Teraz to i my jesteśmy już niemalże 5 lat w USA. I teraz to ja zapomniałam. Że skoro mieliśmy parę wywiadów o biznesie w Dolinie Krzemowej, to nie wolno nam publicznie zapytać o to, czy ktoś z naszych widzów czy czytelników mieszka w Nowym Jorku i chciałby nas przenocować. Bo przecież się nie godzi, bo lecimy po taniości, bo widocznie “sukces” w Dolinie nie wystarczy by sobie zapłacić za hotel. Taka to dyskusja dzisiaj wywiązała się pod tym postem. Oczywiście nie wszyscy tak twierdzą, ale od takich komentarzy się zaczęło. Nie przewidziałam tego, a w sumie mogłam. Bo najwyraźniej w Polsce wciąż popularne jest podejście ‘Zastaw się a postaw się’. Ruszajmy w hotele bez względu na to, na co mamy aktualnie ochotę, bo nie wypada. Co ludzie powiedzą!

Ludzie! Z takim podejściem to naprawdę niewiele osiągniecie w życiu. Klucz do wszystkiego to kreatywne podejście, szukanie drogi na skróty (jak np. w przypadku poleceń do pracy), sposobów na skrócenie czasu, wysiłku, a także łączenie okazji. Rozpoczął się sezon turystyczny w USA i na moim Facebooku co rusz ktoś pyta o znajomych lub znajomych znajomych, którzy przenocowaliby ich w Austin, Dallas, Chicago, Nowym Jorku, Los Angeles… Autralii, Azji czy Europie (update: kolejny taki post wyskoczył tu). Gdziekolwiek. Są to najczęściej założyciele rozwiniętych firm, bo oni wiedzą, że: a) odświeżą znajomość, na którą zwykle nie ma czasu ani okazji b) ew. poznają kogoś lokalnego, przez co pewnie skorzystają bardziej z pobytu c) przy okazji nie wydadzą kasy na nocleg w hotelu, skoro inaczej może być fajniej. Co rusz takie ogloszenia zamieszcza Lisa Fetterman, o której pisały wszystkie technologiczne portale i która parę miesięcy temu zebrała kolejne finansowanie w słynnym w całych stanach talent show dla startupów, Shark Tank. Piszą tak też inwestorzy. No po prostu nikomu nie kojarzy się to z obciachem, a raczej z zaradnością.

Nie inaczej jest w przypadku naszego wyjazdu do NYC. Tak jak inni, postanowiliśmy potraktować to jako przygodę, okazję do zatrzymania się u kogoś, kogo być może znamy, albo do bliższego poznania się z kimś, kto czyta naszego bloga. Często gdy publikujemy zdjęcia z jakiegoś miejsca w Stanach, odzywa się ktoś, kto oferuje nocleg u siebie kolejnym razem. Tym bardziej ciekawe, że zaskoczyliśmy osoby, które śledzą fanpage a więc i pewnie bloga, więc powinny trochę wiedzieć, że mamy luźną gumę w temacie podróży.

A może po prostu na ogół za mało rozrywki dostarczamy na fanpage’u :D

W każdym razie więcej luzu nasi drodzy rodacy. Ameryka już dawno to odkryła.

P.S. Post oryginalnie miał ponad 100 lajków, ale coś się skisiło i widać tylko kilka. Ot. Ogólnie to jeden z najbardziej popularnych postów w ciągu ostatnich 12 miesięcy, więc dzięki!

Related Posts