W Polsce jak ktoś jest chętny do wynajmu mieszkania to uznaje się, że wie co robi i że go stać na comiesięczną opłatę. Końcowych kandydatów wybiera się więc na podstawie innych, dość jasnych czynników czyli ilość osób w mieszkaniu, wiek, zwierzęta, status (zatrudniony/student), palący/niepalący i czasem na podstawie ogólnego sposobu bycia. W USA oprócz tych wszystkich cech decyduje jeszcze stado innych informacji! Poniżej odpowiedź jakich.

San Francisco, Ameryka, USA
Oglądamy te domy i oglądamy, i powiem Wam, że tutaj to jest naprawdę niezła masakra.

Nie będę dziś publikowała zdjęć z wnętrz domów i mieszkań, bo i tak jaki jest standard opisywałam tutaj i naprawdę wszystko jest robione na jedno kopyto, ale same procedury wybierania, przeglądania i rozmawiania z właścicielami to jakiś koszmar.

Po pierwsze, ceny. Tak jak po krótce pisałam tutaj, my poszukujemy min. 2BR (2 pokoje i salon) i 2 łazienek. Warunek – w promieniu ok 10mil od San Carlos. Rozważamy różne opcje, mieszkanie w osiedlu, mieszkanie w szeregówce lub wolnostojący dom.

Jeśli chodzi o domy, to poniżej $3000 miesięcznie nie ma takiej opcji. Oglądaliśmy więc te w cenie ok $3100-3200, nawet $3400 z negocjacjami do $3200. Zwykle są to domy 3BR (3 pokoje i salon). Całkiem duże, może by były na parę lat. Jednak serce się kraja, gdy tyle trzeba płacić za wynajem, a historia tych domów sięga kilku pokoleń – nie tylko ściany i fundamenty, ale szafki w kuchni, kafelki, i inne cuda pamiętają tych parę pokoleń. Ale ok, w którymś momencie uznaliśmy, że przebolejemy te starocie na rzecz metrażu, dużego garażu, ogródka z drzewami cytrynowymi i bliskiej odległości do pracy.

Jednak tak naprawdę okazało się jeszcze coś innego. To, że ciężko nam znaleźć coś, co jakkolwiek będzie trzymało poziom w środku i zmieści się w naszym budżecie, to jedno. Ale drugie to to, że każdy prywatny właściciel zachowuje się tak, jakby właśnie ktoś go okradł lub oszukał. I zanim my podejmiemy decyzję, że chcemy dom wynająć, to on wręcza nam cudowny formularz do wypełnienia i po paru dniach, gdy zbierze ich kilka, sprawdza wszystkich w rejestrach, radzi się agenta, itd itp. Następnie, jeśli wspaniałe algorytmy wyliczą, że się nadajemy i jesteśmy wypłacalni, to zacznie zastanawiać się czy chce nam wynająć mieszkanie. Jeszcze zrozumiałe jest, jeśli dom jest wynajmowany przez agencję i to agencja narzuca takie procedury. Ale tu panuje jakaś moda na te formularze (tzw. application forms) i nawet prywatni właściciele (nieważne czy to 25letni chłopak czy 65letnia para staruszków) wciskają papier do wypełnienia.

A w tych formularzach cóż, same cudowności, tj. wysokość zarobków, długów, status długów, referencje z pracy, od właścicieli poprzednich mieszkań, no i oczywiście – dane do sprawdzenia historii kredytowej. Historia kredytowa z poza USA się nie liczy. Zresztą Ameryka słynie z tego, że nie uznaje wielu rzeczy “uzyskanych” za granicą – wykształcenia, skończonych kursów, prawa jazdy, stanu konta w innej walucie, no i wspomnianej właśnie historii kredytowej.

Tak więc my, którzy niedawno tu zaczęliśmy, odpadamy w przedbiegach. Nie mamy jeszcze wszystkiego, o co proszą w tych formularzach. Możemy tylko się ładnie uśmiechać i tłumaczyć, że my to dobrzy ludzie, jesteśmy wypłacalni, mamy tu nową własną firmę, mamę, brata, ciocię…

Extra. Amerykanie nadal są tak samo mili, ale na drugi dzień odpowiedzi już nie ma, albo jest, ale z listą dodatkowych wymagań. Od jednego usłyszeliśmy, że poprzedni mieszkańcy też byli od niedawna w Ameryce, ale na przykład zapłacili za rok z góry za wynajem. Świetnie! 12 x 3200 = $38 400. Dziękujemy. Ewentualnie można próbować ich przekonać zapłaceniem za kolejne 1-2 miesiące z góry, ale biorąc pod uwagę, że wszyscy chcą i tak depozytu w wysokości miesięcznego wynajmu, to już sporo na początek.

No więc chwilowo jesteśmy zmęczeni i robimy sobie kilkutygodniową przerwę. Tzn znając mnie pewnie i tak będę codziennie zaglądać w ogłoszenia, ale nie będziemy oglądać z językiem na brodzie po dwóch domów dziennie. A może wrócimy do koncepcji wynajmu w osiedlu mieszkaniowym, zwykle z całkiem nowoczesnym standardem, dostępnym basenem, siłownią itd. Tyle, że znowu z ryzykiem cudownych sąsiadów i wiecznych hałasów w nocy. W ostatnim miesiącu już 2 razy dzwoniłam na policję o 3 nad ranem.

Głowa paruje!

Dodam jeszcze, że dużym wyznacznikiem cen wynajmu i sprzedaży mieszkań, z tego co słyszę od dawna, jest poziom szkół. Im bardziej renomowana szkoła, tym ceny znacznie wyższe. Rejonizacja podobno jest bardzo restrykcyjna i ciężko wysłać dziecko do szkoły z innego rejonu. Zatem wielu rodziców sprzedaje aktualne domy i za tą samą cenę decydują się na mniejsze lub starsze mieszkanie w pożądanym rejonie. Bywa jednak i tak, że w tym rejonie właściwie nie ma wystawionych domów na sprzedaż. Wtedy cokolwiek się pojawi na rynku ma ogromnie napompowaną cenę a i tak jest natychmiast kupowane. Podobno wolno-stojące domy w tych rejonach zaczynają się od 1 mln dolarów. Są to rudery do remontu.

Leave a Reply

Your email address will not be published.